Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2023

Przełomowe badania na temat mikrodawkowania

Autor: Waldemar Borowski

‘Mikrodawkowanie środków psychodelicznych przynosi znacznie lepsze efekty niż stosowanie całej grupy substancji "poprawiających funkcje poznawcze", wśród których większość stanowią pochodne speedu [amfetaminy]. (…)

Psychodeliki zwykle dają nam to, czego potrzebujemy, a nie to, czego chcemy.’

- Timothy Ferriss (‘Narzędzia tytanów. Taktyki, zwyczaje i nawyki milionerów, ikon popkultury i ludzi wybitnych’)


‘Skutki uboczne Aspiryny? Ponad 60 różnych! Przeczytajcie na ulotce dołączonej do leku. Możesz mieć zawał, mogą ci nagle przestać działać jakieś organy, a ludzie często biorą te tabletki codziennie. 

Mam 70 lat i nie mam żadnych chorób. Chcesz wiedzieć dlaczego? Dlatego, że nie biorę żadnych chemicznych tabletek i nie mam po nich efektów ubocznych. 

Nie jestem przeciwko medycynie, medycyna urazowa jest świetna. Są też dobre pigułki i świetni lekarze. Nie neguję oficjalnej wizji, ale w dzisiejszych czasach, to przede wszystkim biznes.’

- Baba Masha, M.D.

Amanita muscaria var. aureola z sezonu 2022.

W 2022 roku polski sezon grzybowy przesunął się dokładnie o miesiąc do przodu.  Starsi mieszkańcy okolicy tylko uśmiechali się, gdy niecierpliwie marudziłem a nawet powątpiewałem w jesienne objawienie owocników w strefie brzozowych młodników. Na szczęście to Oni mieli rację i grzybowy desant w końcu nastąpił, mimo że Jahwe / Zeus, piorunów jakby poskąpił. Nie było ich wiele i suche były wrześniowe niedziele. Więc po raz pierwszy od lat zbierałem kapelusze dopiero w październiku. Było ich jednak bez liku.

Ciechanowska przyroda wynagrodziła 'amanicjuszom' tak długie czekanie nadzwyczajną obfitością kolorowych ‘parasolek’ październikowych. Ten miesiąc zapamiętam na długo również z powodu wspaniałej ciepłej pogody i absolutnego braku irytującej jesiennej inwazji leśnych insektów: komarów, małych ‘meszek’ - muszek krwiopijców, gzów oraz mucho-kleszczy. Tym razem dokuczliwe owady... nie stawiły się. Zabrakło nawet tych białych wszędobylskich robaków grzybowych, co znacznie ułatwiło i uprzyjemniło zbiory. 


    Łysiczki weiliego (Psilocybe weilii) zebrane w amerykańskim stanie Georgia.

Tego samego roku na łamach pisma JAMA Psychiatry opublikowano wyniki randomizowanej, podwójnie ślepej próby (terapeuta i pacjent nie zostali poinformowani czy pracują z badaną substancją czy z placebo). Badania te wskazują, że psylocybina z psychodelicznych grzybów może wspomagać uzdrawianie z alkoholizmu. W eksperymencie wzięło udział 95 osób różnej płci w wieku od 25 do 65 lat, zmagających się z uzależnieniem alkoholowym. Badani zostali losowo podzieleni, pierwsza grupa otrzymała dwie dawki psylocybiny, a grupa kontrolna - lek przeciwzapalny (difenhydramina). Psychoterapia była robiona przed, w trakcie (między dawkami) oraz po zastosowaniu terapii. Badania trwały równo 8 miesięcy. Finalnie odsetek dni intensywnego spożywania alkoholu dla ‘grupy psylocybinowej’ to 10% a dla grupy kontrolnej 24%, co wskazuje na wyraźną skuteczność 'kapelusiaków'. Choć “ślepość próby” pozostaje problematyczna, gdyż pacjenci, którzy otrzymali grzyby mogli się w sumie dość łatwo zorientować, że otrzymują je a nie placebo, co mogło wpłynąć jakoś na ich motywację. Również nie pomaga tu fakt, że tylko połowa uczestników badania udostępniła kompletne dane na temat spożywania alkoholu w trakcie eksperymentu. Mimo tego, wyniki ośmiomiesięcznych testów są na tyle obiecujące, że warto je powtórzyć w większej skali. 

Istotnym jest w tym badaniu fakt, że nie stwierdzono silnych działań niepożądanych czy efektów ubocznych grzybów halucynogennych, które doskonale odbudowują utracone połączenia neuronalne w mózgu. Nie można więc powiedzieć, że ‘zamienił stryjek siekierkę na kijek’ i jedną szkodliwą substancją zastępuje się drugą, tak samo szkodliwą, albo jeszcze gorszą. Od dawna intuicyjnie wiedziałem, że enteogeny zwłaszcza te zebrane w przyrodzie, na łąkach i w lasach niosą w sobie naturalnie prozdrowotne jakości a w mikrodawkach są o wiele łagodniejsze dla ciała i ducha niż większość syntetycznych aptecznych propozycji.

Łysiczka lancetowata (Psilocybe semilanceata) z sezonu 2020.

Psylocybina jest bardzo efektywna nie tylko w leczeniu alkoholizmu, ale również silnych uzależnień amfetaminowych i nikotynowych. Badacze z Johns Hopkins University odkryli, że aż 80 % palaczy papierosów uwolniło się całkowicie ze szponów nikotynowego nałogu stosując terapię behawioralną połączona z mikrodozowaniem grzybów. Psylocyby są też najskuteczniejszym znanym dziś remedium na klasterowe bóle głowy i mają wysoki uzdrawiający potencjał w przypadku nerwic, w tym nerwicy natręctw.

Wspomniana wcześniej historia uzdrawiania alkoholików opisana w JAMA Psychiatry miała ciąg dalszy, bo już listopadzie 2022 roku amerykański Stan Kolorado jako drugi, po Oregonie w historycznym głosowaniu doprowadził do dekryminalizacji psylocybiny. Do 2024 roku zaczną tam więc działać ośrodki medycyny naturalnej, gdzie zupełnie legalnie, pod opieką specjalistów, będzie można poddać się tej mało inwazyjnej terapii z udziałem kapeluszy i nóżek ‘Złotego Nauczyciela’. Legalizacja prawna pozwala również na posiadanie tych substancji na użytek własny osobom powyżej 21 roku życia. 

Łysiczki najlepiej suszyć w suszarce do grzybów w 45°C.

W ten sam dzień, kiedy Kolorado świętowało legalizacje psychodelików w kontekście terapeutycznym, w UK odrzucono wniosek w tej samej sprawie opierając się na fałszywym acz popularnym twierdzeniu, że 'psylocybina jest szkodliwym narkotykiem' i ‘nie ma zastosowania medycznego’. Niestety na przestrzeni wielu lat propaganda skutecznie wdrukowała pewne mijające się z prawdą hasełka do głów obywateli czytających popularne gazety. Procent zdepresjonowanych jednostek na wyspach jest całkiem spory, więc (nie) ‘miłościwie im panujący’ w ten sposób prawdopodobne odbierają możliwość na potencjalne w miarę normalne funkcjonowanie wielu osobom, a na pewno tym z lekoopornymi problemami psychicznymi. 

Warto podkreślić tu jeszcze jedną istotną rzecz, otóż na działanie konwencjonalnych antydepresyjnych leków trzeba nierzadko czekać tygodniami, a potem jeszcze mierzyć się z nieprzyjemnymi ubocznymi efektami. Bardzo często pacjenci muszą przyjmować chemiczne specyfiki 4-8 tygodni, by poczuć wreszcie jakąś ulgę, a w przypadku osób w wieku podeszłym czas ten może być jeszcze dłuższy. Kontrastowo mikrodawki grzybów działają natychmiast, bez charakterystecznej dla farmaceutyków 'zamuły', skołowania, mdłości i innych nieprzyjemności. Jak tej sytuacji i tworzącej ją wszechobecnej medialnej ignorancji zaradzić? Nie mam na to pomysłu, Kali Juga to stan umysłu.

Najbardziej znane, przetestowane w praktyce i rozpowszechnione na świecie modele mikrodawkowania grzybów psylocybowych oparte są o wytyczne Paula Stametsa i Jamesa Fadimana. Są skuteczne, bezpieczne i dość proste. Ustala się metodą prób i błędów dawkę pomiędzy 100 - 400 mg (0,1 - 0,4 g) suszonych psylocybów. Do tego opcjonalnie 500 -1000 mg (0,5 - 1 g) ‘Lwiej grzywy’ (ang. Lions mane) i 100 - 200 mg (0,1 - 0,2 g) niacyny (kwas nikotynowy). Tak można mikrodawkować np.: 1 dzień mikro, 2 dni przerwy (Fadiman) lub: dni 1-2-3-4 mikrodawki, dni 5-6-7 przerwa (Stamets). Przerwy robi się aby uniknąć budowania tolerancji niacyny i psylocybiny. Soplówka jeżowata (Hericium erinaceus) wspiera regenerację uszkodzonych nerwów. Niacyna pomaga pozostałym składnikom formuły Stametsa przeniknąć przez barierę krew-mózg. Tak oto miesiąc, trzy lub dwa takie mikrodawkowanie trwa. A kiedy człowiek wyjdzie z psychicznej nędzy, może zrobić przerwę nawet na kilka miesięcy.

Z rodzimą kolorową 'medycyną' jest jeszcze prościej, bo małe dawki Amanity muscarii można stosować nawet codziennie przez miesiąc, dwa i dłużej, jeżeli jest taka potrzeba, a to z racji nie wytwarzania takiej tolerancji. Wynika to z faktu, że muscymol jest biochemicznie inną substancją niż psylocybina.

Przełomowe i wyjątkowe w swej skali badania prowadzone w latach 2020-2022 na ponad trzech tysiącach ochotników przez pediatrę i położną / ginekolog z doktoratem specjalizującą się w inżynierii chemicznej pokazały, że mikrodawkowanie Amanity muscarii w ponad 70% przypadków miało łagodzący wpływ na rozmaite dolegliwości i poprawiło ogólny stan psychofizyczny osób zażywających ‘wiedźmiński susz’. Amanita wykazała się dużą skutecznością zwłaszcza w przypadku uzależnień. Dużym minusem tych eksperymentów jest to, iż były to w większości przypadków badania ankietowe. Mimo tego, stanowią pewien zwrot i sporo wniosków można z nich wyciągnąć.

Autorka projektu jest rosyjskiego pochodzenia, mieszka w Kaliforni i pisze pod pseudonimem Baba Masha, M.D. Wcześniej prowadziła psychodeliczny podcast, który został zbanowany w Rosji. Zaczęła testować na sobie Muchomora czerwonego z powodu dokuczliwej kontuzji kręgosłupa, której nabawiła się na siłowni. Gdy leki farmaceutyczne nie przynosiły jej ulgi, znajomi polecili jej Amanitę muscarię. Masha spróbowała ‘natury’, jak się okazało z dobrym skutkiem. Kompres z maścią z ‘muchomorki’ pomógł jej też złagodzić ból po użądleniach os. Już po 25 minutach doświadczyła ulgi. Podczas późniejszej ceremonii z ibogainą spotkała postać Jezusa i dostała przekaz, by ‘zająć się małymi dawkami’. Tak oto rozpoczęły się szeroko zakrojone dwuletnie badania na świnkach morskich, przepiórkach i ochotnikach ludzkich.

Amanita muscaria var. muscaria i Amanita muscaria var. aureola, wyglądają razem jak ojciec i dziecko z przedszkola. Zdjęcie dobrze ilustruje dlaczego dawkowanie ‘po sztuce’ może być błędem w sztuce. Również mycie skraca magicznym substancjom życie. Grzybów przed suszeniem nie myjemy, jeśli coś o nich wiemy.

Co ciekawe i niezwykle dla ‘amanicjuszy’ ważne, nie zaobserwowano w tym badaniu jakichkolwiek trwałych uszkodzeń jakichkolwiek narządów, ani nie stwierdzono potencjału uzależniającego. To warto podkreślić szczególnie, by obalić te dwa bezpodstawne i najbardziej rozpowszechnione mity na temat czerwono-białej Amanity. 'Smerfne domki' nie mają jakiegoś nadzwyczajnego narkotycznego potencjału uzależniającego i nie trzeba również brać żadnego ostropestu ‘osłonowo na wątrobę’. Swoją drogą wcześniej widziałem też nie raz polskie wyniki badań krwi i wątroby osób stosujących w naszym kraju, które skłaniają do podobnych optymistycznych wniosków. 

Pokłosiem tych eksperymentów jest książka autorstwa powyżej wspomnianej badaczki o tytule Microdosing with Amanita muscaria – Crativity, Healing, amd Recovery witch the Sacred Mushroom (‘Mikrodawkowane z Amanita muscaria - Kreatywność, Uzdrawianie i Regeneracja ze Świętym Grzybem’), którą wsparł przedmową James Fadiman. Jako, że nie ma polskiego wydania, postaram się przytoczyć poniżej w dużym skrócie najważniejsze metody tam stosowane, wytyczne, dane procentowe i naukowe już fakty, oraz opatrzyć to odpowiednim komentarzem, jeśli uznam, że takowy jest potrzebny i coś wnosi.

Po pierwsze, uradowało mnie, że w owej książce podkreślona została prawidłowa procedura dokładnego suszenia i przechowywania 'leśnego panaceum' w szczelnym zamknięciu. Każdy, kto dłużej poobcował tym grzybkiem wie, że Amanita muscaria wchłania wilgoć niczym gąbka, dużo bardziej niż inne grzyby jest więc podatna na jakieś problemy z pleśnią, a wtedy już nie wiemy co jemy. Nie twierdzę, że zawsze ta pleśń się rozwija, ale istnieje takie ryzyko. Więc dobrze suszyć w 45 °C i potem przechowywać w szczelnym zamknięciu. Podobnie radził świętej pamięci Donald E. Teeter, od którego znakomitej książki Amanita muscaria: Herb of Immortality zaczynałem swoją przygodę ze zbieraniem i praktycznym stosowaniem magii 'czerwonego króla'. Suszenie w niższej temperaturze też jest możliwe, aczkolwiek istnieje większe ryzyko, że się nie powiedzie i grzyb wpierw zniszczeje, bądź zostanie zjedzony przez żarłoczne białe robaki zanim się zdąży ususzyć. Po ususzeniu materiał amanitowy pozostawiony luzem lub w torbie papierowej potrafi czasem dość szybko podwoić swoją wagę, w zależności od wilgotności powietrza. Dobrze mieć to na uwadze i pamiętać o zwykłych szklanych słoikach oraz zwykłych tradycyjnych szczelnych zakrętkach, bez tak zwanego ‘klika’ (wybrzuszenia). Nie wiem jeszcze do końca dlaczego, ale nie jestem zwolennikiem plastiku czy zgrzewanych próżniowo folii jeśli chodzi o dłuższe przechowywanie w nich ‘darów lasu’. Zwykłe słoiki i zakrętki sprawdzają się najlepiej. Zawsze powtarzam, że kapelusze i nóżki powinny być dobrze dosuszone i łamać się, chrupać jak chrupki, krakersy albo chipsy, a nie się wyginać.

Polecana przez autorów badania efektywna mikrodawka Amanity muscarii to przedział 0,3 - 1 g, maksymalnie 2 gramy suszu, co również się zgadza z moimi obserwacjami, bo powyżej trzech gramów zaczyna się już dawka lekko 'transowa' albo nawet 'crossfitowa'. Czas trwania mikrodawkowania określono na jeden miesiąc z tygodniowym okresem kontrolnym, podczas którego zalecano obserwację organizmu i dedukowanie, czy pozytywne efekty zdrowotne utrzymują się dłużej. Potem w niektórych przypadkach przedłużano kurację do trzech, a nawet do sześciu miesięcy. Polecano przyjmować suszone grzyby lub herbatkę z nich przed śniadaniem, co moim zdaniem nie jest konieczne, bo znacznie lepiej jest zjeść te 'bazyliszki' razem z posiłkiem, zwłaszcza jeśli jest to na przykład dojrzałe mango i surowa niepasteryzowana śmietana. Za tą małą radę podziękują mi zwłaszcza szczupłe osoby o tak zwanej wiatrowo-eterycznej konstytucji czuciowej, lub inaczej vata (ektomorficznej) z wrażliwym układem trawiennym i delikatnymi jelitami.

Stworzona na podstawie badań lista dolegliwości jaką Amanita muscaria łagodzi jest długa. Na niektóre z nich nasz 'Święty Graal' pomaga szczególnie skutecznie. Na przykład aż 87 % (874 osób) badanych zmagających się z kliniczną depresją i astenią szybko odnotowało pozytywne skutki wynikające z zażywanych mikrodawek. Tylko 10% (100 osób) badanych nie odczuło niczego, a zaledwie 3 % (25 osób) miało efekty negatywne. U większości mikrodawkowiczów pojawiły się: chęć życia, większy balans i harmonia, spokojna radość bycia, redukcja agresji i autoagresji, redukcja zazdrości oraz krytycyzmu, większa odwaga w działaniu, zmiana priorytetów a czasami nawet zmiana paradygmatu, studiowanie i konstruktywne przemyślenie mentalnych traum, zredukowane poczucie inflacji ego, zmiana stylu myślenia, polepszenie komunikacji, koniec kryzysu duchowego itp. 

Ciekawostką jest, że 58 osób zamieniło antydepresyjne leki na susz muscarii, z czego 60% (35) osób od razu z pozytywnymi rezultatami, 19% (11) osób stopniowo, również z sukcesem, 7% (4) od razu z negatywnymi efektami i 14% (8) osób stopniowo z negatywnymi skutkami. 

Odstawione z dobrym skutkiem leki to Zoloft (sertraline) 35% (24 z 69) uczestników, Prozac (fluoxetine) 14% (10), Cipralex i Lexapro (escitalopram) 12% (8), Paxil (paroxetine) 10% (7), oraz inne, w tym Wellbutrin (bupropion), 29% (20). Aż 89% (42) uczestników eksperymentu, którzy zamienili chemiczne leki z apteki na naturalną leśną medycynę odnotowało ‘świetne rezultaty’, a tylko 11% (5) osób nie odczuło pozytywnych prozdrowotnych zmian i powróciło do farmaceutycznych antydepresantów z Big Ph@rmy.

Tak jak można było się domyślać muscaria okazała się potężnym poprawiaczem samopoczucia, 'energizerem' i pobudzaczem, który, co istotne, nie niesie ze sobą skutków ubocznych cukru, kokainy, amfetaminy, kawy, herbaty, Monstera czy popularnego napoju z 'Czerwonego Byka' (Red Bull). Aż 88% (868 z 981) badanych uznało 'muchara' za doskonały ‘stabilizator samopoczucia’, zwłaszcza gdy był przyjmowany rano. Senność zaobserwowało jedynie 12% (113) użytkowników, co mogę od razu zdiagnozować jako najprawdopodobniej skutek niezadbania o siebie, przemęczenia, przepracowania i zwyczajnie zbyt małej ilości snu. Gdy te niekorzystne dla organizmu ludzkiego warunki są spełnione 'Święty Graal' całkiem często ‘kładzie takiego rycerza do snu’, co nie jest niczym złym. Niech sobie ‘smerf pracuś’ odpocznie i zregeneruje się wreszcie. Większość osób biorących udział w eksperymencie odnotowała: poprawę samopoczucia, więcej energii, radości, lepszy balans, kreatywność, wzmożoną koncentrację, czystość myśli, zmniejszenie irytacji i niepokoju, lepszą kondycję ciała, witalność, optymizm, motywację itp.

Również, co było do przewidzenia z racji kilku wcześniejszych dobrze rokujących i udokumentowanych eksperymentów, w przypadku epilepsji Amanita muscaria wykazała się wysoką skutecznością. Aż 77% (17 z 22) cierpiących na tą przypadłość odczuło wyraźną poprawę, brak takowej odnotowano u 14% (3), a negatywne doświadczenia miało tylko 9% (2).

Pozytywne rezultaty stały się też udziałem pacjentów z autyzmem: 77% (10) odczuło poprawę swojej kondycji, 15% (2) nie zauważyło zmian, a 8% (1) negatywne efekty.

‘Alchemiczne złoto’, które ‘poprawiło pamięć’ autorce i podobnie zadziałało u 70% wolontariuszy biorących udział w badaniu, poradziło sobie świetnie również z bólami neuropatycznymi aż u 86% (55) mikrodawkujących osób, zaledwie u 14% (9) grzyb nie zdołał przynieść ulgi.

Zanotowano oczywiście poprawę w przypadku choroby Alzheimera, aż 73% (8) pacjentów doświadczyło znacznego polepszenia zdrowia, 18% (2) nie odczuło niczego, a tylko 9% (1) pogorszenie.

Zaskoczeniem jest natomiast wynik w przypadku choroby Parkinsona, 45% (4) poprawy, 33% (3) bez zmian i 22% (2) – pogorszenie. Spodziewać się można było wyższych procentów pozytywnych. Być może w tym konkretnym eksperymencie zbyt mała była liczba badanych, by wynik był miarodajny. Sprawa jest dyskusyjna.

W przypadku stwardnienia rozsianego 52% (11) testerów doświadczyło wyraźnej poprawy zdrowia, 38% (8) nie zaobserwowało niczego znaczącego, a 10% (2) doświadczyło pogorszenia losu swego.

Pomiar radioaktywnego jodu w tarczycy pacjenta. Coraz więcej osób ma problemy z tym ważnym organem, a zapalenie tarczycy Hashimoto nie dotyczy już tylko przepracowanych azjatów. Zachodnie kobiety nadużywające pigułek antykoncepcyjnych coraz częściej zmagają się dolegliwościami tego organu. Często przyczyny problemów z tarczycą są psychosomatyczne i dotyczą kwestii chęci spowolnienia lub przyspieszenia biegu spraw, co objawiać się może pytaniami: „Kiedy wreszcie moja kolej?” albo „Jak mogę spowolnić czas?”

Aż 88% (15) osób z wolem, czyli obrzękiem szyi wynikającym z powiększenia tarczycy doznało poprawy, 12% (4) nie doświadczyło poprawy, a u 7% (2) nastąpiło pogorszenie. To jest bardzo niespodziewany i optymistyczny wynik.

Hermonalne dysfunkcje zostały złagodzone u 47% (25), 49% (26) nie zanotowało różnicy, a tylko u 4% (2) nasiliły się negatywne efekty.

Libido, czyli (przekładający się też na kreatywność i witalność) popęd seksualny u mężczyzn wzrósł w przypadku 43% (165) mikrodawkujących, u większości, czyli 52% (198) nie zmienił się, a spadł zaledwie u 5 % (21). U kobiet nastąpiła nieco większa poprawa w tej materii, czyli wzrost popędu u 48% (48) badanych, niewiele mniej, bo 41% (41) nie zanotowało żadnej różnicy, a tylko 11% (11) mikrodawkowiczek zgłosiło negatywne skutki kuracji jeśli chodzi o tą sferę życia.

Zaskakująco duży procent badanych pacjentów z egzemą i wypryskami stwierdził, że muscaria łagodzi te problemy. Aż 84% (38) testerów muchomorowych specyfików doświadczyło znakomitych wyników. Tylko 16% (7) badanych zanotowało, że nic się nie stało. 

Jeśli chodzi o pigmentację skóry, brodawki, to mikrodawki pomogły u 40% ( 52) badanych, którzy je przyjmowali, pomogły też u 9% ( 11) stosujących miejscowo, a brak zmian zanotowało 51% (65) uczestników badania.

W przypadku łuszczycy 65% (35) badanych zgłosiło poprawę, 28% (15) brak takowej, a tylko 7% (4) nasilenie uciążliwych symptomów.

Mikrodawkowanie wyraźnie pomogło w przypadkach grzybicy paznokci u 53% (130) pacjentów, z czego 20% (49) wykurowało się z niej całkowicie, a 47% (115) nie zanotowało niczego dobrego.

Co ciekawe maść z 'muchara' sprawdziła się też w łagodzeniu i regeneracji oparzeń: 77% (17) osób odnotowało poprawę, a 23% (5) brak takowej.

Okazało się, że 'bazyliszek' pomógł skutecznie łagodzić obrzęki u 83% (39) testerów, jedynie 17% (8) nie zanotowało niczego dobrego.

Odnotowano 70% (333) skuteczności 'asterixowych' maści, tynktur i mikrodawek doustnych jeśli chodzi o reumatyzm, reumatoidalne zapalenie stawów oraz mięśnio-szkieletowe bóle, a brak efektu w 30% (144).

Migreny zostały złagodzone w 65% (72 z 110), brak efektów zaobserwowało 35% (38) badanych.

Bóle menstruacyjne były łagodzone w 52 % (39 z 75), brak efektów miało 36% (27) a efekty negatywne zauważyło 12% (9) kobiet.

'Czerwone parasolki' pomogły na problemy z prostatą w 73% (24) przypadkach, 24% (8) osób nie miało rezultatu, a negatywne skutki mikrodawkowania nastąpiły u zaledwie 3% (1).

W przypadku chronicznego zapalenia pęcherza w 48% (12) nastąpiła stabilna remisja, 52% (13) nie zmieniło się nic. Skomentuję to tak, że akurat zapalenie pęcherza jest przede wszystkim psychosomatyczną dolegliwością i grzyby w zasadzie tu nie mają nic do rzeczy, jeśli cierpiący na tą przypadłość, nie rozwiąże swojego konfliktu terytorialnego.

Melatonina, która do snu się przyczynia.

Nie od dziś wiadomo, że muchomorek sprzyja snom, świadomemu śnieniu i ogólnemu dobremu wysypianiu się. Aż 73% (719) badanych zgłosiło znacząco poprawioną jakość snu, wyspania się i poprawę samopoczucia po obudzeniu. Tylko 10% (93) zanotowało zwiększone problemy z bezsennością, a 17% (168) brak jakiegokolwiek wpływu leśnej medycyny na nocną regenerację i sny. Większość uczestników eksperymentu raportowało bardzo łatwe szybkie zasypianie oraz piękne realistyczne lub fantastyczne sny. Amanita muscaria (razem z pomarańczowymi okularami blokującymi niebieskie światło) stanowi wspaniałą alternatywę dla aptecznej melatoniny, która nie wiedzieć czemu jest jedynym powszechnie legalnym hormonem dostępnym wszędzie. Mało kto wie, że ta apteczna melatonina, choć nie uzależnia, to stosowana regularnie przez dłuższy okres czasu powoduje daleko idące skutki uboczne, między innymi kurczenie się jąder i jajników, co może pozbawić jej użytkowników zdrowia i dobrych wyników.

Autorka poleca osobom chcącym wyregulować rytm dobowy, aby kładły się do snu przed 22:00. Ludzie pracujący do 1:00-2:00 i mikrodawkujący odczuwają nierzadko pogorszenie snu.

Amanita pomagać ma nawet na przeziębienia. W 78% (145) takie właśnie poczyniono obserwacje i wnioski, 20% (38) osób nie zanotowało poprawy, a zaledwie 8% (1) pogorszenie. Może to nie będzie popularna opinia, uważam jednak, że post od jedzenia czegokolwiek i sen jest dużo lepszym remedium na przeziębienia, grypy czy inne sezonowe detoksowe choroby uważane przez współczesną konwencjonalną medycynę za ‘wirusowe’ i ‘zakaźne”. Mniej znaczy więcej, więc gdy smarczesz i kichasz, to odstaw jedzenie czym prędzej. Prosty post na sokach albo na wodzie i po paru dniach detoksu jestem znów na chodzie. Tu akurat, dzięki wieloletniej praktyce takowych postów, po prostu wiem, że nie potrzeba wcale Amanity. To nie kity.

Muchomor czerwony wspomógł też rekonwalescencję u większości testowanych pacjentów, którzy przeszli wcześniej zatrzymanie akcji serca: 66% (12) zauważyło zmiany na plus, 17% (3) doświadczyło mikrodawkowania bez efektów, a 17% (3) opisało tylko negatywne efekty.

Rekonwalescencja po udarze została skutecznie wspomożona suszem u 35% (6) badanych, u 53% (9) suplementacja nie przyniosła pozytywnych rezultatów, a u 12% (2) pogorszyła stan wyjściowy.

W przypadku alergii 59% (61) pacjentów odnotowała znaczącą poprawę, a 41% (43) brak zmian.

Podobny wynik był w przypadku astmy: 54% (14) pozytywnych efektów i 46% (12) bez efektów.

'Leśne panaceum' pomogło też osobom zmagającym się z zatwardzeniami stolca: 58% (111) zgłosiło poprawę i uregulowanie wypróżniania, a 42% (81) brak rezultatów.

Zespół Huntera typu II to genetyczna choroba metaboliczna, wywoływana zaburzeniami metabolizmu kwaśnych mukopolisacharydów (glikozoaminoglikanów). Złagodzenie tej przypadłości odnotowało 43% (3) osób, 57% (4) nie odnotowało poprawy, 17% (3) miało nasilenie choroby.

Zaskakujący procent poprawy uzyskany został przy dolegliwości jaką jest nadciśnienie – 73% (63) osoby doznało obniżenia ciśnienia, 19% (12) bez zmian, 4% (2) podwyższenia.

Kolejną przypadłością, z którą zmierzył się nasz ‘krasny ludek’ był alkoholizm: 35% (136) testerów wyszło z nałogu, 50% (192) ograniczyło go, 15% (57) osób nie miało żadnych rezultatów. Aż 89% (184) osób miało stabilną długotrwałą poprawę sytuacji. Tylko 11% (23) osób wróciło do wcześniejszego destrukcyjnego stylu życia i poprzedniej nadmiarowej ilości konsumowanego alkoholu. Tak wysoki procent skuteczności w przypadku choroby alkoholowej, to największe odkrycie tego badania.

Badając kawoszy zniewolonych tym czarnym płynem zanotowano 14% (29) udanych wyjść z mrocznego nałogu wyniszczającego nadnercza, 26% (54) osoby zmniejszyły znacząco konsumpcję kawy, 58% (122) osób nie było w stanie nawet z pomocą Amanity wyrwać się ze szponów czarnego narkotyku, a tylko 2% (5) miało na dodatek negatywne skutki zdrowotne.

Nadużywana marihuana może odwadniać ludzkie ciało i sprawić, że snów nie będzie się pamiętało. To są ostatnie oznaki, że dobrze by było odstawić dillpaki.

Ludzie kompulsywnie nadużywający marihuany (Cannabis sativa / indica) i haszyszu także brali udział w badaniu Baby Mashy. Mimo, że sama badaczka docenia te rośliny pod względem inspiracyjnym, a konopie od tysięcy lat miały zastosowanie religijne i terapeutyczne, to dzisiejsze wyselekcjonowane i zmodyfikowane genetycznie, komercyjnie hodowane odmiany (zwane 'skunem', ang. skunk) mają znacznie większe stężenia substancji czynnych niż rośliny wyjściowe i często są palone ponad miarę. Tak jak w przypadku większości medycyn i tu, mniej znaczy więcej, a lepsze jest wrogiem dobrego. Im więcej THC zawiera dana odmiana, która jest nadużywana (częściej niż dwa razy w tygodniu), tym większe (aż o 4 razy) zachodzi prawdopodobieństwo późniejszych przypadków niecierpliwości, irytacji, psychoz, fobii społecznych, incydentów dwubiegunowych, schizofrenicznych, nerwic, zaburzeń i stanów lekowych, napadów paniki oraz depresji.

Jak by tego było mało komercyjne konopie mogą też być ‘chrzczone’ syntetycznymi kannabinoidami, z których najpopularniejszy jest aktualnie HHC. Występuje naturalnie w konopiach ale w bardzo małych ilościach, więc syntetyzuje się go w sztucznych warunkach. Ma budowę i działanie podobne do THC ale powstaje tanio i szybko w laboratoriach zamiast rosnąć miesiącami w naturze. Również popularne Vape Peny coraz częściej zawierają HHC zamiast deklarowanego THC. Nie jest łatwo to rozpoznać.

Z pomocą ‘muchara’ 13% (22) badanych odstawiło całkowicie ‘zioło’, 44% (74) zmniejszyło ilość palonych kwiatów Cannabis,  40% (67) paliło tyle co zazwyczaj, a jedynie 3% (6) jeszcze więcej. Również było mi dane spotkać się z takimi przypadkami lub słyszeć o nich i o tym, że po wielu różnych próbach, to mikrodawkowanie muchomora pomogło w wyjściu z tego ‘zielonego nałogu’.

Uzależnieni od nikotyny mieli podobne wyniki: 18% (36) osób całkowicie rzuciło papierosy z pomocą mikrodawek, 31% (60) osób zmniejszyło znacząco ilość palonych 'fajek', 45% (89) nie poradziło sobie z uzależnieniem, a zaledwie 6% (11) narzekało na pogorszenie sytuacji, czyli zwiększenie ilości palonego tytoniu, mimo mikrodawkowania.

Nadspodziewanie dobrze wypadło mikrodawkowanie mające wspomagać wychodzenie z ciężkich uzależnień opioidowych, opium, heroiny i podobnych srogich substancji chemicznych o nowoczesnych nazwach (Methadone, Oxycodone, Fentanyl). Aż 68% (23) cierpiących narkomanów miało pozytywne rezultaty, 17% (6) brak rezultatów, a tylko 15% (5) negatywne doświadczenia.

Kolejną zaskakująco pozytywną niespodzianką było również działanie Amanity muscarii na ludzi uzależnionych od amfetaminy: 78% (61) zanotowało pozytywne rezultaty, 14% (11) nie odczuło różnicy, a tylko u 8% (6) nastąpiło pogorszenie egzystencji.

Podobne procentowo wyniki spisano podczas testów osób nadużywających kokainy: 74 % (28) raportowało pozytywy mikrodawkowania czerwonego grzyba, 26 % (10) nie odczuło niczego.

Jeszcze skuteczniejszy okazał się leśny 'krasnoludek' w pomocy osobom uzależnionym od tak zwanych ‘dopalaczy’ (designer drugs), ‘mixów’ (mixes), ‘przypraw’ (spices) i ‘soli’ (salts), od których w głowach się pitoli, czyli nowych legalnych komercyjnych narkotyków wymyślanych na prędce i produkowanych na potęgę w nowoczesnych laboratoriach. To, że są one masowo wytwarzane, legalne i powszechnie dostępne w sklepach jako ‘artykuły kolekcjonerskie’ wcale nie oznacza, że są mniej szkodliwe dla zdrowia niż substancje prawnie zabronione. Wręcz przeciwnie, ryzyko przyjmowania tych ‘wynalazków’ nierzadko jest dużo większe i niesie smutne konsekwencje. Aż 88% (65) osób z badanej grupy odstawiło 'dopalacze', a tylko 12% (9) nie było w stanie tego zrobić.

W eksperymencie zabrakło szerzej zakrojonego procentowego zbadania wpływu mikrodawek na najbardziej szkodliwe uzależnienie dzisiejszej cywilizacji - pornografię. Być może jest to temat wstydliwy, i przez to bagatelizowany przez większość badaczy. Baba Masha przytacza zaledwie dwie lub trzy relacje, gdzie z pomocą mikrodawek udało się ludziom zerwać z alkoholem, papierosami i przy okazji z pornografią oraz grami komputerowymi.

Mikrodawki 'smerfnych kopułowych domków' wspomogły w rekonwalescencji pacjentów, którzy przebyli chemioterapię, 58% (7) zanotowało pozytywy, 34% (4) nie miało rezultatów, a jedynie 8% (1) narzekał, że jest gorzej.

Bardzo ciekawe wnioski dla ludzi zajmujących się ruchem lub sportem wynikają z badania przeprowadzonego na amerykańskich zapaśnikach. Ameryka jest potęgą jeśli chodzi o tą dyscyplinę i szybko staje się nią również jeśli chodzi o inne nowocześniejsze odmiany sportów chwytanych. Zapasy są praktycznie w każdej amerykańskiej szkole, co przekłada się na sukcesy olimpijskie tego kraju. Zawodnicy zaobserwowali pozytywny wpływ mikrodawek na koordynację 72% (37), kondycję, 85% (131), inteligencję na macie (Fighting Intelligence) 76% (39), czucie dystansu 56% (25), czas reakcji 60% (31) i neuro-muskularne funkcje 69% (50).

Wpływ mikrodawek na potliwość skóry to: zmniejszenie u 6% (22), 5% (17) zwiększona potliwość i zapach, 6% (22) potliwość zmniejszona a zapach intensywniejszy, 67% (248) brak zmian, 16% (60) potliwość zwiększona.

Brak kreatywności nie jest co prawda chorobą, aczkolwiek w ramach badań zaproponowano i przeprowadzono również takie ciekawe testy. Dokładnie aż 63% (166 z 262) osób odnotowało wzrost kreatywności, a 37% (96) zero zmian. 

Jeśli chodzi o postrzeganie kolorów i wzrok 63% (222) badanych nie miała zmian, 18% (62) osoby lepiej widziały kolory, 5% ( 18) osób zanotowało ogólna poprawę widzenia, 11% (41) osób doświadczyło poprawy zarówno ostrości widzenia i jak i postrzegania kolorów, a tylko 3% (11) pogorszenia wzroku.

'Parasolka' nie pomogła zbytnio wegańskiej i wegetariańskiej ideologii. Tylko 12% (60 z 485) badanych wykluczyło mięso ze swej diety podczas mikrodawkowania. Być może kwestia spożywania lub nie spożywania mięsa to po prostu bardziej złożona sprawa, która zależy od wielu różnych czynników takich jak środowisko, klimat, geny, tradycje rodzinne, znajomi, edukacja, rodzaj wykonywanej pracy, bagaż emocjonalny czy karma duchowa.

Ogólny wpływ mikrodawek Amanity muscarii na apetyt to 116 osób – wzrost apetytu, 177 – bez zmian, 180 – zmniejszenie apetytu.

Dużo lepsze wyniki zostały uzyskane mikrodawkując podczas redukowania ilości konsumowanego cukru. Siarkara (‘piekielna siarka i kara’), Zu Charon (‘przewoźnik umarłych’), czyli rafinowany cukier to jest prawdziwy twardy narkotyk tego padołu, który razem z białą mąką pospołu wywołuje ogrom cierpienia i destrukcji w organizmach żywych, w ich kościach i zębach, oraz zbiera straszne żniwo wśród cywilizowanych i dzikich społeczności tego świata, wywołując niezliczone choroby towarzyszące temu fizycznemu i psychicznemu uzależnieniu. Aż 48% (240) mikrodawkowiczów zmniejszyło pomału konsumpcję tego piekielnego kryształu. Nieco więcej, bo 52% (261) cukrowych narkomanów niczego nie zanotowało, a 12% (2) jeszcze więcej słodyczy wszamało. Uważam, że te wyniki procentowe to niespodziewany, zaskakujący ogromny sukces 'czapeczek', zważywszy jak twardymi i silnymi narkotykami są rafinowany cukier i syrop glukozowo-fruktozowy.

Mikrodawki pomogły też złagodzić ból przy zapaleniu dziąseł u 54% (25) cierpiących, natomiast 46% (21) nie przyniosły ulgi.

Amanita muscaria pomogła rzekomo w przypadku HIV, 61% (11) badanych raportowało poprawę, 22% (4) jaj brak, a 17% (3) negatywne skutki.

Jako, że badanie to jest nowe, a autorka ma dyplomy i systemowe tytuły naukowe, w tym eksperymencie uwzględnić musiała również C0VID. Wśród badanych aż 44% (21) zanotowało poprawę, 52% (25) nie poczuło niczego, a 4% (2) opisało pogorszenie stanu swego. 

W przypadku Helicobacter pylori odnotowano poprawę u 56% (10) osób, 33% (6) nie zauważyło polepszenia swojej kondycji, a 11% (2) poczuło się gorzej.

Chorobowy stan języka (rzekomo powodowany przez ‘obniżoną odporność’, przerost drożdżaka Candida albicans, zapalenia jamy ustnej, żołądka, jelit i okrężnicy, palenie, nadużywanie leków i używek) uległ poprawie zaledwie u 27% (71) mikrodawkujących, aż 73% (193) biorących udział w eksperymencie nie zauważyło żadnych zmian w tym względzie.

Ixodes scapularis.


Borelioza, choroba rzekomo odkleszczowa, nie została uwzględniona w procentowym badaniu Mashy. Aczkolwiek w książce znajdziemy jedną relację człowieka, któremu zdiagnozowano ten problem w sierpniu 2019 roku. Po ugryzieniu i diagnozie lekarskiej nie został w szpitalu na zalecaną obserwację i nie zdecydował się na przyjmowanie przepisanych antybiotyków. Argumentował to tym, że słyszał, iż przypadłość ta jest trudna do leczenia, a efekty uboczne farmaceutyków duże. Rozpoczął kilkudniowy post i mikrodawkowanie, co doprowadziło według niego do spadku gorączki. Po kilku dniach jego stan uległ pogorszeniu. Przez 3 miesiące kontynuował przyjmowanie jednego grama A. m. dziennie i dopiero po tym czasie odczuł poprawę do tego stopnia, że zapomniał o ukąszeniu. W marcu 2020 roku, mimo iż czuł się zdrowy, zdecydował się na ponowne testy medyczne, które pokazały, że... jego krew jest czysta. Opowiedział również lekarzom o 'amie', co skwitowali podejrzeniami ‘kompletnie zniszczonej wątroby’ i wymusili kolejne badania, by sprawdzić ją. Dowiodły one, że wątroba również jest w idealnym stanie. Jak by tego było mało, ten niedoszły pacjent twierdzi, że odstawił mięso, alkohol i ograniczył palenie marihuany, której wcześniej nadużywał. Dodam tylko, że w naszym kraju słyszałem kilka podobnych historii.
Odnośnie moich osobistych psychodeliczno-grzybowych wglądów na temat pasożytów, krętków i boreliozy, to kapelusze dość jasno objawiły mi karmiczne przyczyny – ‘pasożytowanie na kimś’, ‘wykręcanie się’, ‘wkręcanie kogoś’ i ‘kręcenie’ nie jest w cenie.

Absolutne przeciwwskazania do mikrodawkowania Muchomora czerwonego to: ciąża i matki karmiące dzieci własnym mlekiem, kamienie nerkowe oraz poważne choroby psychiczne, takie jak na przykład schizofrenia i choroba dwubiegunowa. Osoby zmagające się z tymi dwoma ostatnimi zaburzeniami nie powinny przyjmować Amanity muscarii bez opieki terapeuty. 

Mimo, że istnieją doniesienia, że mikrodawkowanie pomogło zajść w ciążę ‘przypadkom beznadziejnym’ i kobietom uważanym przez naukę za bezpłodne, to przyjmowanie suszu Amanita muscaria przez kobiety już brzemienne nie jest dobrym pomysłem. Weźmy przykładowo płód ludzki mający 5 cm i ważący w jedenastym tygodniu ciąży 8 gram. Dla niego 1 gram suszu, to by było coś takiego jak by 80 kg człowiek zjadł 10 kilo suszonej ‘muchomorki’ na raz! Dla 165 cm matki 1 gram to jest mikrodawka, ale dla 5 cm płodu – tragedia. 

Ciekawe obserwacje zostały poczynione, jeśli chodzi o skuteczność ‘kurowanej’ i świeżo suszonej A. m. 30 % mikrodawkowiczów miała lepsze efekty po świeżo suszonej, 30 % po ‘dojrzewającej’ 2-3-4 miesiące. Dla 40 % suplementujących nie miało to żadnego znaczenia. Nie wiadomo ‘dlaczemu’, pewne jest tylko, że warto sprawdzać samemu.

Konkluzje Mashy z tego przełomowego badania są ciekawe. Okazuje się, że choć są pewne podobieństwa w działaniu obu rodzajów grzybków, to Amanita muscaria ma o wiele szersze zastosowanie medyczne niż grzyby psylocybowe, zwłaszcza w chorobach somatycznych. Wynika to po części z tego, że 'bazyliszka' można stosować na więcej różnych sposobów: maści, maceraty, olejki, ekstrakty, nalewki, wywary, kombucha itd. Mikrodozowanie czerwonego muchomora jest skuteczniejsze w przypadku fizjologicznych symptomów takich jak bóle stawowe i mięśniowe, reumatyzm, Alzheimer, epilepsja, mocniej poprawia jakość snu, czy stan skóry, natomiast psylocyby nieco bardziej sprzyjają wychodzeniu z depresji, kompulsji i nałogów. Tak przynajmniej twierdzi autorka Microdosing with Amanita muscaria. Podkreśla ona, że czerwony grzyb w znaczącej większości przypadków jedynie łagodzi dolegliwości.


MRSA.

Generalnie przychylam się do tych wszystkich wniosków, choć nie umniejszałbym aż tak bardzo pro-zdrowotnego działania psylocybów na ciało fizyczne. Niedawno odkryto, że Łysiczki lancetowate potrafią świetnie okiełznać przerost różnych (nawet tych odpornych na silną antybiotykoterapię) gronkowców, w tym opornego na metycylinę Gronkowca złocistego (Staphylococcus aureus), zwanego też inaczej srogo brzmiącym skrótem MRSA (ang. methicyllin-resistant Staphylococcus aureus), którego cechuje brak wrażliwości na wszystkie antybiotyki z grupy beta-laktamów – w tym penicyliny, cefalosporyny, monobaktamy czy karbapenemy.

Wielokrotnie doświadczałem też po mikrodawkach Psilocybe semilanceata (podobnie jak po Amanitach) wspaniałego rozluźnienia całego systemu nerwowego i samoistnego wyprostowania kręgosłupa, które to zjawisko moim zdaniem ma zbawienny wpływ nie tylko na psychikę, ale i na wszystkie organy i ich działanie w ludzkim organizmie. Przygarbionemu, smutnemu ciału mającemu 'postawę komputerowca' inaczej układają się te ustrojstwa wewnętrzne, wątroba, jelita, żołądek, miednica, dyski międzykręgowe, żyły itp. Także jedna taka niby mała pozytywna zmiana pociąga za sobą kolejne. Organy 'odetchną' z ulgą i na pewno ułożone bardziej anatomicznie prawidłowo - lepiej spełnią swoje żywotne funkcje. 

Moim ulubionym sposobem wykorzystania mikrodawki jest żwawy, długi, kilkugodzinny spacer przez las. W lato najlepiej boso. Z każdym krokiem czuję, że motoryka i postawa się poprawiają, ciało wraca do 'ustawień firmowych', krew lepiej krąży, dostarcza do mózgu składniki odżywcze, przez co lepiej się myśli. Po takiej wycieczce wielokrotnie obserwowałem, że mam nierzadko świetne, nowe pomysły, a zaplanowane zadania i zajęcia wykonuję znacznie szybciej i efektywniej.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu alkoholu, papierosów, nałogów, depresji, aptecznych leków i zastępowania tego wszystkiego Amanitą muscarią okresowo przyjmowaną w małych dawkach. Szczególnie ujęła mnie jedna szczera odpowiedź autorki Mcrodosing with Amanita muscaria, której udzieliła pewnemu zbyt nakręconemu młodzieńcowi. Początkowo człowiek ten przez miesiąc przyjmował 1 gram suszu i dzięki temu uspokoił się i zbalansował swe życie, szybko ograniczył piwny nałóg, oraz przestał się tak często przeziębiać. Mimo tego, że już dawno osiągnął swoje cele, a jego zdrowie poprawiło się, przyjmował dalej suszone grzyby, ciągle zwiększając dawki (czasami dochodził nawet do 7 gram dziennie). W pewnym momencie zauważył, że efekty psychodeliczne zmniejszyły się, a jego nastrój nie jest już tak podniosły, jak w początkach kuracji. Na pytanie, co robić, i czy może wrócić do dawki początkowej, Baba Masha odpowiedziała wprost, że jego kuracja trwa zwyczajnie za długo. Amanita muscaria to nie stymulant do stałego stosowania przez całe życie, a lekarstwo, które zdrowy człowiek po prostu odstawia: ‘Przestań go brać i ciesz się życiem bez stymulacji.’ 

Amanita muscaria to nie substytut piwa, Red Bull’a, to nie amfetamina, kokaina, kawa czy melatonina. Gdy poprawia się zdrowie i wraca wesoła mina, nie ma potrzeby nadużywać tego ‘wina’. Pasuje tu jak ulał stare przysłowie mówiące, że ‘mniej znaczy więcej’, więc kończcie mikrodawkowanie czym prędzej.

Co zapadło mi jeszcze w pamięć po lekturze Microdosing with Amanita muscaria? Stanowcze rozróżnienie mikrodawkowania zdrowotnego Muchomora czerwonego z użytkowaniem 'muzealnym', rekreacyjnym oraz 'heroicznym' i przestrzeganie czytelników przed dużymi ceremonialnymi dawkami. Faktycznie, z moich doświadczeń też wynika, że dużo łatwiej się przygotować i ogarnąć duże dawki w miarę przewidywalnych psylocybów niż duże dawki 'tricksterskich' muchomorów. Książka Mashy ma nawet specjalny rozdział, gdzie możemy poczytać zebrane autentyczne relacje, sukcesy, historie ozdrowieńców, ale też nierzadko raporty z bardzo nieudanych podróży wynikających z przedawkowania tego 'elixiru'. Zebrane zostały tam rozliczne (803), często bardzo negatywne (w przypadku zbyt dużych porcji Amanity muscarii a zwłaszcza kilka razy mocniejszej Amanity pantheriny) relacje. Opowieści ludzi mocno przeceniających swoje psychodeliczne możliwości, źle dobierających ilość, czas i otoczenie, gubiących się w lesie, tracących koordynację, równowagę, samoświadomość, przytomność, kontakt z czasem, rzeczywistością (nawet na kilka dni), z własnym ciałem, doznających przy tym jakiś mniejszych lub większych urazów cielesnych, a nawet lądujących w szpitalu, jednym słowem klasyczne bad tripy, historie z cyklu 'co to nie ja', 'ja nie dam rady?' i 'czego nie robić'. Dają do myślenia i stanowią dość mocny kontrast do znacznej większości optymistycznych informacji, wykresów i ankiet zawartych w tej książce, które definitywnie potwierdzają prozdrowotną wartość i wysoką skuteczność mikrodawkowania.

Bibliografia

     • Allegro John, The Sacred Mushroom and the Cross, Doubleday, Hodder and Stoughton Ltd, 1970

     •  Borowski Waldemar, Gzybowe zdrowie, Indygo Books, 2023

     •  Borowski Waldemar, Gzybajki, Indygo Books, 2023

     •  Borowski Waldemar, Święty Graal Święty Grzyb, 2024    

     •  Davis Alan K., Barrett Frederick S., et al, Effects of Psilocybin-Assisted Therapy on Major Depressive Disorder -  jamanetwork.com, 2020

     • Kowal Aleksander, Niemal wszyscy alkoholicy wyszli na prostą. Cudowny środek sposobem na walkę z nałogiem?, focus.pl, 2022

     • Ferris Timothy, Narzędzia tytanów. Taktyki, zwyczaje i nawyki milionerów, ikon popkultury i ludzi wybitnych, MT Biznes, 2017

    • Jurkiewicz Sandra, Magiczne grzyby będą legalne w Kolorado – biohemp.pl

    • Masha Baba, Fadiman James, Microdosing with Amanita muscaria, Park Street Press, 2022

    • McKenna Terence, Food of the Gods, The Search for the Original Tree of Knowledge, Bantam, 1992

    •  Psylocybina może pomóc w odbudowaniu utraconych połączeń między neuronami, dzienniknaukowy.pl, 2021

    •  Psylocybina działa równie dobrze jak leki antydepresyjne, dzienniknaukowy.pl, 2021

    • Staniszewska Agnieszka, Czy grzyby halucynogenne leczą alkoholizm? - pogotowie-pielęgniarskie.pl

    • Terapia psylocybiną łagodzi depresję lepiej niż obecnie stosowane leki, twierdzą naukowcy, dzienniknaukowy.pl 2022

    • Teeter E. Donald, Amanita Muscaria; Herb of Immortality - ambrosiasociety.org 

    • Wysocka Monika, Powrót psychodelików do medycyny, zdrowie.pap.pl, 2023



Dla zainteresowanych tematem dostępne są ebooki w cenie 80 pln od sztuki:

Chcesz kupić? Napisz maila: ufowaldek@gmail.com

czwartek, 19 stycznia 2023

Łysiczka lancetowata (Psilocybe semilanceata) - na jesieni trochę lata

Autor: Waldemar Borowski

Disclaimer: Artykuł stworzony został w celach edukacyjnych. Nie ma na celu substancji gloryfikowania, promowania jej nieodpowiedzialnego zażywania, nadużywania, brawurowego imprezowania, z alkoholem czy pigułami mieszania i przez to późniejszego chorowania oraz jelit płukania. Informacje tu podane zostały zebrane, by przedstawić hipotetyczny szerszy kontekst historyczno-kulturowy, zainicjować dyskusję, a także, by ułatwić identyfikowanie i odróżnianie osobom zdecydowanym na doświadczanie. O tyle to ostatnie jest ważne, gdyż mykologiczna wiedza ma potencjał, by zminimalizować szkody, które spowodować mogą podobne z wyglądu ziemi płody - grzyby naprawdę trujące, które rosną obok w lesie i na łące.


‘Są starzy mykolodzy i odważni mykolodzy, ale nie istnieją starzy odważni mykolodzy.’

- Terence McKenna


1. Zarys biologiczno-historyczno-kulturowy, trochę spiskowy


‘Sam po zażyciu eksperymentalnym jednego miligrama psylocybiny (z grzybka psilocy-
be) doznawałem różnych halucynacji, mając wszelako nadal zachowaną wiedzę (świado-
mość), że czegokolwiek doznaję, pod wpływem zażytego halucynogenu doznaję. '

- Stanisław Lem (Bomba megabitowa)


‘Chociaż współczesny świat może znać milion tajemnic, starożytny znał jedną – i to było
więcej niż milion; albowiem milion tajemnic rodzi śmierć, nieszczęście, smutek, egoizm,
pożądanie i skąpstwo, ale jedna tajemnica daje życie, światło i prawdę.’

- Manly Palmer Hall, 33° (Sekretne nauki wszystkich wieków)


W tym artykule poznacie bliżej małą damę, która wygląda jak wejście do katedry Notre Dame.

Cathédrale Notre-Dame de Amiens. Ta świątynia znajdująca się w Pikardii jest jedną z najwspanialszych budowli francuskiego gotyku. Wolnomularze mieli przy niej roboty bez liku. Układali precyzyjnie ociosane cegiełki, by pokazać, że grzybóg wydaje się czasami wielki. Mikropsja i makropsja to dość inspirująca opcja.

Wewnętrzny widok geometrycznej rozety nad centralnym wejściem do katedry w Reims. Nawet kolory się zgadzają, z tym co krasnoludki wyświetlają.

Piękne masońskie portale... nie są do niej podobne... wcale.

Notre Dame de Paris. Pewien człowiek o pseudonimie Fulcanelli, pisał, że ten portal skrywa 'wszystkie tajemnice alchemii'.

Łysiczka zapewne była jedzona już przez owłosionych wielkostopych gości, bo w prehistorycznych jaskiniach też często odmalowana gości.

9000 lat temu ktoś namalował portret osobnikowi takiemu. Szaman z Tassili robił konkretne skokoprzysiady w tamtej chwili. 

Świetlisty bóg Mitras, patron umów w smerfnej czapce, używając swego sztylecika symbolicznie kończy astrologiczną erę Byka. Tylko jedna jego noga ziemi dotyka... 

Przypadek? Nie sądzę. No chyba, że błądzę.

Masońskie 'Krzesło Wolności' wyrzeźbione dla ważnych gości. Czapka lancetowata wspomagała nie jednego brata.

Wiele wskazuje, że już najstarsi Yeti robili z niej kotlety, a antyczni jogini, filozofowie, hierofanci, alchemicy, rzymscy wojownicy wtajemniczeni w misteria boga Mitrasa i kontynuujący ich tradycje włoscy farmazoniarze jedli te grzyby w nadmiarze. 

Najbardziej znanym echem tego zwyczaju... jest (nie jedyna w swym rodzaju)... dobranocka. By ją zobaczyć, biegliśmy z siostrą do elektrycznego klocka o 19:00, jak zahipnotyzowani. Byliśmy tymi bajkami programowani, całymi latami. Mowa oczywiście o słynnych łysych 'Smerfach' (fr. Les Schtroumpfs, ang. The Smurfs), które stworzył 'Peyo' (Pierre Culliford) - znany mason. Łyse niebieskie gnomy trzymają tam fason i mieszkają w czerwno-białych amanitach. Cała ta historia dzieci zachwyca i jest oparta na wolnomularskich rytach oraz alchemicznych mitach. W rolach głównych ezoteryczna farmazonia, a w tle mozartowska symfonia i Gargamel, który o czymś ważnym zapomniał. Mieszka w ruinie z kotem i interesuje się filozoficznym złotem. Biedny 'czarny' czarodziej to symbol rabina / księdza. W filmie objawia się jego duchowa nędza. Chciałby zjeść smerfy, ale znaleźć ich wioski nie może, bo nie jest inicjowany w odpowiednią lożę. Jeden z obrządków 'pseudo-egipskich' miał 99 stopni, tyle ile krasnoludków w kopułowej miejscówce. Można więc poukładać fakty w główce. Antonio Soro pisał ten temat sporo.

Wasylisa Piękna, Ivan Bilibin, 1899 rok. Łysiczki i muchomory występują razem również w słowiańskim folklorze. Rosną jesienią o podobnej porze, od sierpnia do listopada, kiedy deszcz pada i piorun na ziemię spada. Największy ich wysyp na październik przypada. Zbierali je na podmokłych polanach oraz łąkach wiedźmini, wiedźmy i Baba Joga, której domek wyróżnia... jedna noga. Nasza 'wróżka śmieszka' też w takim domku mieszka.

W czasach nowożytnych Łysiczka lancetowata została po raz pierwszy opisana przez Eliasa Magnusa Friesa, jako Agaricus semilanceatus, w jego pracy Epicrisis Systematis Mycologici z 1838 roku. Paul Kummer przeniósł ją finalnie do Psilocybe w 1871. To jeden z najbardziej rozpowszechnionych grzybów psylocybinowych i... jeden z najsilniej działających. 

Mniejsze okazy zawierają najwyższe procentowe stężenia psylocybiny (która jest najważniejszą substancją czynną tego grzyba), ale bezwzględna jej ilość jest najwyższa w większych owocnikach. 

'Lancetki' mają charakterystyczną krasnalską czapkę w kształcie stożka / dzwonka, o średnicy do 2,5 cm, często z czubkiem przypominającym sutek / smoczek na górze. 

Niektóre 'zibeny' mają ten sutek wyraźne strzelisty / spiczasty, inne bardziej okrągły 'smoczkowaty', a niektóre... wcale go nie posiadają. Można znaleźć inne grzyby (i do tego często rosnące w tym samym środowisku)... z wyraźniejszymi 'czubkami'. 

Najbardziej podobny do czapki wolności jest narysowany powyżej Kołpaczek ostrowierzchołkowy (Panaeolus acuminatus). Podobieństwo obu grzybów jest niebywałe i odróżniają je małe detale: 'plastikowa' białawo oszronina na powierzchni, czarna lub szarawa, łamliwa nóżka i jakby bardziej 'papierowy' kapelusz. Panaeolus acuminatus doskonale wzrasta na nawożonych odchodami glebach, na polach, pastwiskach i przydrożach, niekiedy także na leśnych polanach i... w samych lasach. Tego ostatniego łysiczka nigdy nie uskutecznia.

Jeśli przejrzycie sobie i porównacie zdjęcia zamieszczane w atlasach oraz w internecie, to szybko się zorientujecie, że kapelusze lancetek mają całkiem sporo wariacji, jeśli chodzi o kształty i kolory. Rozstrzał jest spory. Okazuje się, że definitywna identyfikacja nie jest w tym przypadku wcale taka łatwa, jak by się to początkowo mogło wydawać. Chyba najbardziej rzuca się w oczy, właśnie to, że nie wszystkie 'łyski' mają ten charakterystyczny, często opisywany 'smoczek'. Mało tego, w owe 'sutki' natura wyposażyła również grzyby nie zawierające w ogóle psylocybiny, a nawet grzyby śmiertelnie trujące, takie jak na przykład zasłonaki Cortinarius orellanoides, które wyglądają prawie jak te bardziej popularne magiczne Łysiczki kubańskie (Psilocybe cubensis). Prawie robi tu jednak wielką różnicę. Były opisane przypadki, gdy ktoś niezbyt w temacie zorientowany w nadziei na kolorowego tripa zniszczył sobie zasłoniakami nerki i miał potem kłopot wielki. Jeśli nie masz pewności, nie zbieraj tych gości. Bezpieczny grzybiarz to nie ten, co zebrał najwięcej tego, co chciał, a ten, co nie zebrał nic z tego, czego nie chciał. Lepiej zebrać mniej i nie mieć balu, niż wylądować w szpitalu.

Tak przedziwnie zrośnięte łyse syjamskie mutanty to rzadkość. Grzybki lancetowate są koloru od żółtego do brązowego. Dość sporadycznie występują też całkowicie białe albinosy małe. Czapki są pokryte promienistymi paskami-rowkami, widocznymi z zewnątrz, zwłaszcza gdy grzyby są wilgotne. Ze świeżych, ciemnych i dobrze nawodnionych osobników można odkleić cienką gumowato-żelowatą wierzchnią skórkę / membranę, która jest przezroczysta. To działa tylko u młodych soczystych okazów, starsze suchsze kapeluty już nie mają tej właściwości. 

Owocniki blakną szybko do jaśniejszego koloru w miarę dojrzewania i wysychania. Zmiana koloru następuje stopniowo z góry do dołu, poza niewielką dolną najniższą częścią kapelusza, która pozostaje ciemniejsza.

Blaszki są ciemne (ciemniejsze niż blaszki większości kołpaczków) i mają początkowo kremowy kolor. Dojrzewając, barwią się na fioletowo. 

Charakterystyczne trzonki są dość długie, smukłe, mniej lub bardziej nieproste (!), elastyczne (w przeciwieństwie do łatwo łamliwych nóżek podobnych do nich kołpaczków) i zazwyczaj nieco jaśniejsze niż czapka. Są tej samej grubości po całości, od góry do samego dołu, tylko troszeczkę grubsze u podstawy, gdzie owocnik łączy się z grzybnią. Na powyższym zdjęciu widać wyraźnie wertykalne podłużne włókna, z których nóżki są zbudowane. Nie zmieniają koloru z powodu wilgotności, tak jak kapelusze. Są białe i stają się z czasem ciemniejsze, żółtawe, brązowawe. Wolnościowa nóżka nie ma muchomorowego fartuszka, tylko sporadycznie mały ciemny ślad w miejscu pierścienia. Cechą wspólną dla rodzaju Psilocybe jest zmiana zabarwienia na niebieski lub zielony podczas krojenia lub miażdżenia. W przypadku Łysiczek lancetowatych nie jest to tak wyraźne jak u ich większych kubańskich krewniaczek. Mały smerfny grzybek nie rośnie nigdy na drewnie, nie przepada za lasami, sztucznymi nawozami i innymi chemikaliami. Egzystuje znakomicie na siedliskach trawiastych, zwłaszcza bogatej kwaśnej glebie, polanach, trawnikach, wilgotniejszych starych łąkach z jeżowatymi kępami traw, gdzie pasły się zwierzęta (krowy, konie, owce) lub / i nadal biegają sarenki. W przeciwieństwie do złotego Psilocybe cubensis, nie rośnie bezpośrednio na zwierzęcym łajnie, jest raczej gatunkiem saprobicznym, który żywi się rozkładającymi korzeniami traw. 

Czapeczka Łysiczki lancetowatej jest higrofaniczna - zależnie od stanu nawilżenia jej kolor się zmienia. Gdy jest wilgotno, jest ochrowa przez jasnobrązowy do ciemnokasztanowo-brązowego, ale ciemniejsza w środku, często z zielonkawo-niebieskim odcieniem. Przez suchy parasol nadal widać cienkie promieniste linie, które odpowiadają pozycjom blaszek pod spodem. Kiedy czapeczka wysycha, staje się znacznie bledsza i przybiera kolor jasnożółto-brązowy lub metaliczny srebrno-złotawy. Oto i 'alchemiczne złoto'.

Owocnik to tylko nadziemny fragment tej istoty. Jak niektóre inne trawiaste gatunki grzybów psylocybinowych, takie jak Psilocybe mexicana, Psilocybe tampanensis i Conocybe cyanopus, Psilocybe semilanceata może tworzyć tak zwaną sklerocję, podziemną, uśpioną formę grzyba, która zapewnia mu ochronę przed pożarami i innymi żywiołowymi klęskami. Sklerocja to też znakomita opcja.

Ta mała smerfowa głowa, co się w jeżowatej trawie chowa, ma pewną ciekawą właściwość: hamuje rozwój pleśni wodnej Phytophthora cinnamomi, która powoduje gnicie korzeni wielu roślin. Podobnie blokować ma też wzrost opornego na metycylinę Gronkowca złocistego (Staphylococcus aureus, zwanego też inaczej MRSA) u ludzi. I choć do końca nie wiadomo jak i dlaczego tak się dzieje, fakt ten daje medykom spore nadzieje.

Fińskie badanie starych zasuszonych okazów wygrzebanych z bibliotecznych i antykwarycznych zielników wykazało, że chociaż stężenie psylocybiny spadało liniowo w czasie, było względnie stabilne. Biochemicy byli w stanie wykryć substancję czynną w próbkach, które miały czasu szmat, bo nawet 115 lat.

W Europie występuje powszechnie w Austrii, Białorusi, Belgii, Bułgarii, na Wyspach Normandzkich i Owczych, Czechach, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Gruzji, Niemczech, Grecji, Węgrzech, Islandii, Irlandii, Łotwie, Litwie, we Włoszech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Rosji, Słowacji, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji, UK oraz na Ukrainie. W Kanadzie też sobie całkiem nieźle radzi. Zebrano ją z Kolumbii Brytyjskiej, Nowego Brunszwiku, Nowej Fundlandii, Nowej Szkocji, Wyspy Księcia Edwarda, Ontario i z Quebecu. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej najczęściej występuje na północno-zachodnim Pacyfiku, na zachód od Gór Kaskadowych, gdzie owocuje jesienią i wczesną zimą. Doniesiono również, że owocowanie występuje czasem wiosną. Jest też widywana w Ameryce Południowej, głównie w Chile. Nie brakuje tego grzyba w Australii i Nowej Zelandii. W Indiach i w Pakistanie też jest na stanie.


 
 Legalne
 
 Niejasny status prawny / Nieokreślone / Tak jakby legalne / Zdekryminalizowane
 
 Nielegalne

Status prawny psylocybów jest różny na całym świecie, co zapewne wiecie. Zazwyczaj są oficjalnie zabronione ludziom, choć konsekwencje prawne za posiadanie nie są duże. Generalnie powstał tu śmieszny paradoks, bo taka krowa na łące może sobie je legalnie i bezproblemowo zjeść, a ‘szary praworządny obywatel’ już nie. Bywają chwalebne wyjątki od tej reguły. Psylocybki są legalne na Jamajce i w Brazylii oraz zdekryminalizowane w Portugalii. Również miasto Denver w stanie Kolorado głosowało w maju 2019 roku za dekryminalizacją stosowania i posiadania. Sprzyjają temu rozliczne badania.

Podwójny 'sutek' widoczny na lewej czapeczce wskazuje, że jest to z dużym prawdopodobieństwem Łysiczka lancetowata. Powoli potwierdza się skuteczność tych magicznych czapek wolności w łagodzeniu wielu przypadłości, chorób cywilizacyjnych i dysfunkcji psychicznych, depresji, zespołu stresu pourazowego (PTSD), problemów nerwowych, stanów lękowych, różnych nałogów niezdrowych, uzależnień (w tym alkoholowych) a nawet schizofrenii. Do pionierów badań nad możliwym prozdrowotnym zastosowaniem tych substancji zalicza się Alberta Hofmanna, odkrywcę LSD, i Stanislava Grofa - czeskiego psychiatrę, współtwórcę Towarzystwa Psychologii Transpersonalnej. 

W latach sześćdziesiątych XX wieku eksperymentowano nawet z syntetyczną psylocybiną, produkowaną przez szwajcarską firmę Sandoz (tą samą, w której Hofmann pracował nad LSD-25). Substancję indocybiną (ang. indocybin) nazwano... i wkrótce wszelkich badań zaniechano. 

Zanim to wszystko nastąpiło odnotowano, że psychoterapia z ową wyjątkową substancją ma potencjał do ujawniania głęboko ukrytych, wypartych zranień psychicznych, nawet tak dalekich jak trauma związana z narodzinami i 'poprzednimi wcieleniami'. Dawało to nierzadko możliwość pracy z prawdziwymi, często nieświadomymi przyczynami chorób i problemów życiowych u ludzi niezdrowych.

W porównaniu do klasycznej psychoanalizy psychodeliczny proces terapeutyczny postępować może znacznie szybciej i intensywniej. Ten fakt wynikający z ogromnej mocy enteogennych substancji niesie ze sobą również pewne całkiem spore ryzyko, dlatego tak ważne jest odpowiednie BHP, intencje, przygotowanie i tak zwany set and setting, czyli 'nastawienie i otoczenie'. Wiele razy się srogo na tych grzybach 'przejechano', gdy o przestrzeń i ludzi wokół nie zadbano. Duże 'heroiczne' (5 gram suszu) i 'tytaniczne' (powyżej 5 g) dawki, to nie imprezowe zabawki, a bad tripy to nie mity, a prawdziwa 'jesień średniowiecza', którą czasem ledwo znosi forma człowiecza. Niejednego przerosła grzybowa dekonstrukcja ego, dlatego nie radzę pomijać solidnego przygotowania do tego. Było kiedyś takie hasło: "Nie jesteś dj-em, nie miksuj". Przykładowo, mieszanie łysiczek z alkoholem nie jest dobrym wyborem. Najlepiej nieco się 'przepościć', aby świętą herbatę należycie w ciele ugościć.

2. Zbiór i suszenie na wiór

Złotą parszywą polską jesienią,
gdy żegnamy się z zielenią,
po pierwszych przymrozkach
pojawiają się krasnalki.

Ludzie zmoczeni, jakby wyszli z pralki,
zbierają te lalki,
co łagodzą
srogą
paździerz października,
z której smutek wynika,
i bezlitosny listopad,
powodujący rąk opad.

Gdyby nie one,
to mam zimnego smutku tonę,
w której tonę.
Albo dwie tony.

Depresją jesienną przytłoczony,
człapię przemoczony,
bez Słońca.
Jesień, zima,
światła w Cebulandzie 'ni ma'.

W tym najgorszym czasie
możemy myśleć o kolorów zapasie,
by przetrwać zimę
i zachować wesołą minę.

Łysiczki Miłosierdzia
wspomagają pracę osierdzia,
światła nie żałują,
tam gdzie występują.

Odpowiedniej ziemi potrzebują.
Zapomniane stare łąki z ‘jeżykami’,
gdzie się pasły stadami,
jakieś owce, kozy, krowy,
podobno nie znające ludzkiej mowy.

Idź tam, a będziesz zdrowy
i zaznasz międzygatunkowej rozmowy.
Tele-empatyczna kolacja,
wigilijna atrakcja
dla ludzi i krów,
w pełnię albo w nów.

Szukać trzeba na czworaka,
tego łysego nieboraka.
Albo zrobić słowiańskiego przykuca,
obok kupy kuca
i innej sraczki,
przemieszczać się chodem kaczki.

Pełzam jak Yeti na czworaka.
Przypominam wnet ślimaka,
budzę moje zwierzę niemocy.
Nisko się toczy,
by czapek nie przeoczyć.

Jak już znajdę jedną,
obok inne będą.
Czapki wolności,
medycyna prawdziwości.

Najlepiej suszyć tych gości,
bez litości.
Na wiór,
cały wór.

W suszarce do grzybów,
potem zamknąć w słoiku porządnie,
używać rozsądnie.


Polskie 'łyse dziewczyny’
mają 30 % więcej witaminy.
Dużo więcej psylocybiny,
niż meksykaniny
z amerykańskiej wyżyny.

Krajowe suszone 3,5 grama
to jak 5 grama
wesołego meksykana.

3. Herbata skrzata

Suszone mikrusy mielimy,
kruszymy,
gorącą wodą (nie wrzącą) zalewamy,
przykrywamy,
20 minut czekamy
i herbatkę 5G mamy.

Płyn piątej gęstości
o dużej intensywności,
zrobiony dla gości,
chcących rzeczywistości
i wymiarów
pełnych czarów.

Jak soku z jagód dodamy,
to kolory podkręcamy.
Żołądek celulozy nie trawi,
długo się z nią bawi.

Jak chityna, albo kartka z bloku
siedzi i uwiera w boku,
męcząca, jak pies w bloku.
Zamiast doświadczać, myślicie
o odbycie,
i, że jakaś gula stoi w jelicie,
niczym mamut w paleolicie.

Dlatego 5G celulozy odcedzamy,
czysty płyn wypijamy.
Oto sprawdzony sposób
od łaskawych osób,
na masę wizji ślicznych,
bez sensacji gastrycznych.


4. Przepis cud na niebieski miód

Prosty przepis,
który krzepi,
płyn, co lepi
i kluczowy suchy grzyb.
Bies typ.

Boży Synek
wziął młynek
do kawy
i zabrał się do sprawy.

Jest z tym trochę zabawy,
by pokruszyć kapelusze,
co były suszem.
Dobrze wcześniej odwodnione,
teraz zmielone.

Zostały zatopione
w płynnym miodzie,
który stworzyły pszczoły w przyrodzie.
Na przekór sztucznej modzie,
nie top czapek w pseudo miodzie.

Niech budzi się Duch w Narodzie.
W 3 miesiące Wróżka Cybina
słodycz patoki niebieską mocą zaklina,
po to, by wróciła bananowa mina.

Eureka!
Taki miód do surowego mleka
równa się beka,
i z-bawienie człowieka.

Prawdziwy nierozgrzewany miód
ma jasnych zacieków w bród
i sam krystalizuje.
Innego nie stosuję.

Czasem pływa w nim pszczela noga,
osklepiny albo ilość pierzgi uboga.

5. Formuła mikrodawkowania NPLS i niejeden bies

Bezpieczną formą na zapoznanie
jest mikro dawkowanie.
Oto przykładowe śniadanie:

‘100 - 400 mg (0,1 - 0,4 g) grzybów psylocybinowych,
1500 mg ‘Lwiej grzywy’ (ang. Lions mane),
200 mg niacyny (kwas nikotynowy).

1 dzień mikrodawka, 2-3 dni przerwy (aby uniknąć budowania tolerancji niacyny i psylocybiny).

Soplówka jeżowata (Hericum erinaceus) wspiera regenerację uszkodzonych nerwów. Niacyna pomaga pozostałym składnikom 'formuły Stametsa' przeniknąć przez barierę krew-mózg.’

Ogólnie poprawione samopoczucie 
i w ciele emocji lepsze czucie,
większa kreatywność, ale bez fraktali
i przytłaczającej kolorów fali.

Plus wyprostowanie sylwetki,
w gratisie od Smerfetki.
Nic tylko pisać, malować
albo do lasu na spacer drałować.

6. Inne małe grzyby, podobne niby

Nie robią fraktalnego przedstawienia,
choć rzucają tyle samo cienia.

Mycena haematopus podobnie jak inne grzybówki,
nie są warte nawet jednej złotówki.
Po nich nie będzie niczego,
jak u Kononowicza kolego.

Mycena clarkeana
też psylocybiny nie ma.



Panaeolus papilionaceus, kołpaczek motylkowaty.

Panaeolus sphinctrinus, kołpaczek dzwonkowaty.

Obaj dostali za mało psylocybiny od Taty.
Tak jak by chcieli, a nie mogą,
dorównać innym grzybogom.

Reszta polskich kołpaczków w ogóle nie nadaje się do niczego,
mogą spowodować co najwyżej ból jelita grubego.

Niejeden się nabrał Zenek,
a potem bolał go bębenek.
Zgaga i wzdęcia,
CO2 i dwie godziny do wzięcia.

Kupujcie kolorowe atlasy,
nie żałujcie kasy,
a nadejdą lepsze czasy.

Czas to waluta i jest w cenie,
twój żołądek - twoje mienie.

7. BHP i przygotowanie duchowe, aby podróże były zdrowe

‘Rzekł Pan do mojego serca:
samo siebie ty sądzić będziesz - według własnej miary miłosierdzia'

- Acheiropoietoi

Tytaniczne dawki
odsłaniają prawdy skrawki,
rzeczy ukryte,
będące mitem
albo wielkim kitem.

Rozbijają i na nowo stawiają
Kosmiczne Jajo.
Konfrontują z archetypem
i Pierwszym Bytem.

Dlatego warto wyłączyć telewizory
na czas spory,
przemyśleć własne wybory,
zakończyć waśnie i spory,
wyspać się dobrze, choćby były opory.

To jest wejście do króliczej nory.
Kto wchodzi tu zmęczony i bez pokory,
ten jak by wszedł na tory,
po których jedzie karmiczna lokomotywa.

Szybko przybywa.
666 mil na godzinę
wiezie zasługę i winę,
która nikogo nie ominie.

Odsłoni się każde miejsce kaźni
i niejeden pałac przyjaźni.
Może nieświadomy tego byłeś,
ile ich postawiłeś,
a teraz odkryłeś
cichą nocą
z grzybożą pomocą.

Nowe Jeruzalem.
Wszystko co zasiałeś
w sobie,
ukazuje Tobie
Woda Żywa.

To są żniwa.


‘Poprzez inicjację w Tajemnice oraz pewien proces znany jako teologia operacyjna, pra-
wo narodzin i śmierci zostaje przekroczone i podczas trwania fizycznej egzystencji ta
część ducha, która śpi w [ludzkiej] formie, zostaje przebudzona bez interwencji śmierci.
Jest to jednocześnie główny cel i ostateczne osiągnięcie Misteriów: aby człowiek stał się
świadomy i świadomie ponownie zjednoczył się z boskim źródłem samego siebie, bez
posmakowania fizycznego rozpadu.’

- Manly Palmer Hall, 33° (Sekretne nauki wszystkich wieków)

Bibliogafia:

   •  Borowski Waldemar, Gzybowe zdrowie, Indygo Books, 2023

   •  Borowski Waldemar, Gzybajki, Indygo Books, 2023

   •  Borowski Waldemar, Święty Graal Święty Grzyb, 2024